Masz pomysł? Widzisz problem?
Z uwagą przeczytam wszystkie wypowiedzi - najciekawsze umieszczę na stronie!
ul. Krupnicza 11/1, I piętro (wejście od ul. Mlecznej 8), 44-100 Gliwice
tel. +48 607 878 200
pon. 15.00-20.00. wt.-czw. 10.00-15.00, pt-nieczynne
biuro@galazewski.plRozmowa z posłem Andrzejem Gałażewskim Panie pośle, jak Pan ocenia kandydaturę warszawskiego biznesmana Marka Goliszewskiego, który w Gliwicach chce ubiegać się o mandat senatorski z listy Unii Prezydentów Miast? Czy przedsiębiorca (a może polityk?) związany od lat ze stolicą może być dobrym i skutecznym senatorem z Górnego Śląska?
Wystawienie tej kandydatury świadczy o niedojrzałości inicjatywy Unii i rozbieżności miedzy napuszonymi deklaracjami ideowymi inicjatywy prezydentów a rzeczywistością. To jest widoczne nie tylko w przypadku Gliwic. Górny Śląsk ma swoją specyfikę i trudno się w nią wczuć, kiedy się tu nie mieszka. Do tego dochodzi uczulenie Ślązaków na Warszawiaków. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że Marek Goliszewski nie będzie śląskim senatorem lecz warszawskim.
Czy w polityce sprawdzają się tzw. „spadochroniarze”?
Z zasady nie, chociaż można dać kilka przykładów, że jest odwrotnie. Jednym z przykładów jest Leszek Balcerowicz, który miał ogromne poparcie, kiedy kandydował do Sejmu z Katowic. Później intensywnie uczył się Śląska i dobrze się tu czuł. Ale Balcerowicz to wybitna postać.
Kandydatura Marka Goliszewskiego wzbudziła już duże kontrowersje w różnych środowiskach w Gliwicach. Ze swej strony lider BCC nie ukrywa, że darzy sporą niechęcią ludzi z PO, podobnie zresztą, jak jego polityczny protektor – Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic. Czy te antagonizmy wpłyną – Pańskim zdaniem – na wynik październikowych wyborów do Senatu w naszym mieście i w całym okręgu wyborczym?
Zarówno inicjatywa Unii Prezydentów Miast oraz dobór kandydatów w sporej części wynikają z niechęci do PO. Sporo w tej grupie jest osób, które kiedyś miały związek z PO, jak prezydent Frankiewicz i z różnych powodów znalazły się poza nią. Można powiedzieć, że powstawaniu inicjatywy towarzyszyły frustracje rozstania. Gdyby liderzy Unii Prezydentów nie byli zantagonizowani z PO z pewnością nigdy nie powstałaby inicjatywa wystawiania przez nich własnych kandydatów.
Wielu gliwiczan zastanawia się, kiedy dwaj zaciekli antagoniści, a zarazem sąsiedzi zza płotu – Frankiewicz i Gałażewski - zakopią wreszcie topór wojenny. Czy może się to zdarzyć za mojego życia? (obecnie mam 44 lata). Wiadomo przecież, że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje…
Bliskie sąsiedztwo nie zawsze sprzyja pokojowi, o czym Polacy dobrze wiedzą. Konflikt, jako impuls do zmiany często bywa konieczny ale nie może trwać wiecznie. Później musi nastąpić faza uzgodnień i poszukiwanie kompromisu. Kompromis wymaga jednak poszanowania dla odmiennych poglądów adwersarza i stworzenia warunków do podjęcia dialogu. Nie widzę na razie najmniejszych ruchów w tym kierunku ze strony Frankiewicza. Jest wręcz przeciwnie. Dam pierwszy z brzegu przykład: po wyborach samorządowych z Urzędu Miejskiego i z instytucji zależnych zwolniono pięciu kandydatów na radnych, którzy startowali z list ugrupowań konkurujących z Frankiewiczem, w tym czworo z listy PO. Wyleciał też z pracy pracownik pionu promocji za to, że ma odmienne sympatie polityczne od tych, które są wymagane przez otoczenie prezydenta i jego samego. W tej sytuacji można oczekiwać raczej zmiany partnerów zamiast zmiany obyczajów.
Rozmawiała Zuzanna Bielecka