Masz pomysł? Widzisz problem?
Z uwagą przeczytam wszystkie wypowiedzi - najciekawsze umieszczę na stronie!
ul. Krupnicza 11/1, I piętro (wejście od ul. Mlecznej 8), 44-100 Gliwice
tel. +48 607 878 200
pon. 15.00-20.00. wt.-czw. 10.00-15.00, pt-nieczynne
biuro@galazewski.plPrace parlamentarne rozkręcają się na dobre.
Za mną pierwsze posiedzenie Komisji do Spraw Unii Europejskiej w nowym, mocno zmienionym składzie. Nowe jest także prezydium komisji a ja jestem jedynym jego członkiem, który był w poprzednich prezydiach.
Przeżyłem posiedzenie komisji, ale nie było łatwo. Na pierwsze spotkanie przyszli prawie wszyscy posłowie zapisani do komisji ( w sumie jest ich 47), niektórzy w towarzystwie lepiej zorientowanych asystentów. Ekipę Prawa i Sprawiedliwości zasiliły posłanki i posłowie spoza komisji znani z tego, że nie kochają Unii lub Unia ich nie kocha. Licznie stawili się ministrowie z dyrektorami departamentów, bo tematem posiedzenia było comiesięczne sprawozdanie z przebiegu polskiej prezydencji. Nie zabrakło także europarlamentarzystów, dodajmy do tego sekretariat komisji, ekspertów i dziennikarzy i zrobi się z tego grupa około stuosobowa.
Kancelaria Sejmu rutynowo wyznaczyła salę, która od biedy była odpowiednia przy założeniu, że kilkunastu posłów i tak nie przychodzi na komisję a rząd jest reprezentowany przez kilka osób. Efektem tego wszystkiego był potworny tłok na sali obrad, zabrakło nawet krzeseł dla osób przybyłych nieco póżniej. Oczywistym skutkiem takiego stanu rzeczy było szybkie wyczerpanie zasobów powietrza, zmęczenie i rozdrażnienie posłów. Jedna iskra i wybuchła awantura. Komisja zakończyła swoje pierwsze, niezwykle emocjonalne posiedzenie po sześciu godzinach. Mam nadzieję, że w przyszłosci będzie krócej i bardziej merytorycznie.